Opublikowano: 2012-05-13 18:32:16
Testuje: Paweł "Garbus" Kołodziejczyk
Lunker City to amerykańska firma, specjalizująca się w produkcji przynęt miękkich. Jedną z najpopularniejszych jest Shaker w rozmiarze 3,25 cala.
Opublikowano: 2012-05-13 16:37:09
Testuje: Paweł Popławski
Cormoran Cesano to super smukłe bolonki z włókna węglowego o szybkiej akcji i ciężarze wyrzutu do 30g.
Opublikowano: 2012-05-04 22:34:44
Testuje: Paweł "Garbus" Kołodziejczyk
Nowe kołowrotki Chronos XD, które jedynie z nazwy przypominają pierwszą serię Chronos, stworzyliśmy we współpracy z japońskimi inżynierami, by jeszcze raz wprawić w zachwyt wszystkich fanów tej serii.
Przeczytano 2091 razy.
Po powrocie do hotelu czekała na nas obiadokolacja. Ciepły i sycący posiłek to było to czego potrzebowałem. Zastanawiałem się jak się wykręcić z jutrzejszego pływania. Na wieczorne morskie opowieści wpadł Bodzio i Blanek. Po historiach jakich się nasłuchałem nie miałem wyboru. Musiałem popłynąć!

Raz się żyje. Byłem uzbrojony po zęby, kładłem się wcześnie i jutro miało być najwyżej 2-3 w skali Beauforta. Zegarek pokazuje 23:00. Dobranoc.
Wspomnę teraz o sprzęcie jaki przygotowałem na tą wyprawę. Moja wiedza opierała się tylko na teorii więc w skompletowaniu zestawów pomagał mi Kaz. Mając w pamięci jego uwagę że na kutrze walczy się z rybą a nie sprzętem wybrałem to co w mojej opinii miałem najlepszego jakościowo. Dla urozmaicenia jeden zestaw był oparty na multiplikatorze.
Pierwszy zestaw to:
Z założenia zestaw miał obsługiwać pilkery od 100 do 150g.


Drugi zestaw to:
Zestaw przygotowany pod kątem cięższych pilkerów.

Miałem specjalną torbę na pilkery wypełnioną przynętami o masie od 100 do 250g i kilka różnych przywieszek. Jak się okazało większość sprzedawanych na rynku jest niezgodna z regulaminem połowu.
Regulamin pozwala na polowy przy użyciu jednego pilkera z jedną kotwicą plus dodatkowa pojedyncza przywieszka. Można używać podwójnej przywieszki z tym że pilker nie może posiadać wtedy kotwicy lub być zastąpiony ciężarkiem.
Ciężarek i podwójna przywieszka to rozwiązanie bardzo dobre na wędkowanie gdy kuter znajduje się nad wrakiem. Unikamy wtedy zaczepów i nie tracimy dość drogich pilkerów.
Tyle w kwestii sprzętu. W co się ubrać? Zależy od pogody. Ja zestroiłem się w jednoczęściowy kombinezon wypornościowy i kalosze. Do tego czapka z daszkiem i okulary. W kieszeni miałem jeszcze polarową czapkę i rękawice neoprenowe. Nie było potrzeby używać.
Zanim zadzwonił budzik obudził mnie Kaz. Szybkie śniadanie było naprawdę szybkie. Jeden aviomarin, kubek kawy i kawałek parówki zdobyty w nierównej walce muszą wystarczyć. Na rejs zakupiłem dodatkowo dwa batony czekoladowe.
Poranek w porcie zapowiadał wspaniała pogodę ale warunki na morzu mogą się zmieniać co godzinę. Dziś pływamy na Admirale II. Kuter jak i szyper Krzysiek cieszą się doskonałą opinią.


Wszyscy na pokładzie, zestawy przygotowane, możemy wypływać. Fale są delikatne i kuter gładko przemieszcza się na pierwsze łowisko.
Warto mieć dwa przygotowane do łowienia zestawy by w przypadku splątania się linek nie bawić się w rozplątywanie i tracić krótkiego czasu napłynięcia.
Do łowiska mam ponad godzinę rejsu więc mam czas na zwiedzenie mostka gdzie znajdują się wszystkie przyrządy służące lokalizacji pływających jednostek jak i echosondy pokazujące ławice ryb.

Udało mi się dostać nawet nad mostek skąd miałem ciekawą perspektywę na otaczające nas morze.

Duże wrażenie robi przepływający koło nas statek, przy nim nasz kuter wygląda jak szalupa. Mała szalupa.
Kaz prezentuje barwy portalu. Nie może być niedomówień. 
Niektóre zdjęcia nie wymagają komentarza.
Kuter powoli zwolnił i zatoczył koło. Wszyscy stają na swoich stanowiskach. Na pojedyńczy sygnał puściliśmy pilkery w toń Bałtyku.
Opad trwa długo i elektroniczny wyświetlacz pokazuje 80 metrów. Stuknięcie o dno. Podbicie. Stuknięcie. Podbicie. Siedzi! Kij zaczyna pracować pod walczącą rybą.
Brania melduje cała burta. Bodzio się cieszył choć za chwilę czekał go chrzest rybim ogonem. Ja nie dałem się namówić na powtórkę.
Każdy łapie kilka sztuk niektóre nie mają wymiaru. Dorsze poniżej 38 cm wracają do wody. Jedne znikają w głębinach inne mają mniej szczęścia i zdychają po wyciągnięciu. C&R nie sprawdza się na dorszach…
Dwa sygnały, znak do ściągnięcia zestawów i przygotowania się do zmiany łowiska.
Drugie miejsce wypada słabiej. Padają pojedyncze nieduże dorsze i szyper szybko podejmuje decyzję o zmianie miejsca.
Stanowisko miałem obok Blanka. Chętnie dzielił się ze mną swoim doświadczeniem i pomagał w montażu nowych zestawów. Blanek sam montował swoje przywieszki w oparciu o pomarańczowe kopytka. Typowo sandaczowa guma doskonale się spisywała w przypadku dorszy i większość ryb które wyholował blanek skusiło się właśnie na nią.
Ja w oparciu o sklepowe przywieszki miałem różne wyniki. Raz ryby atakowały pilker raz przywieszkę. Mógłbym nawet pokusić się o obalenie mitu który bardzo często słyszałem od wędkarzy na temat połowu dorsza. W moim przypadku tylko jedna ryba była zapięta nieprawidłowo bo za pokrywę skrzelową. Wszystkie inne były zapięte prawidłowo a więc opinie o tym że dorsze są wyciągane za brzuchy i ogony uważam za przesadzone.
Rekordową rybą rejsu był prawie 10kg dorsz. Do zdjęcia zapozował z nami za zgodą swojego łowcy.


Kolejne napłynięcia przynoszą dobre brania. Wszyscy są zadowoleni. Skrzynki zapełniły się w większym lub mniejszym stopniu rybami. Kilkukrotnie trafiły mi się dublety, zmuszające mięśnie ramion do maksymalnego wysiłku. Pamiętacie jak pierwszy dorsz dał mi do wiwatu? To dwie dużo większe sztuki sprawiły że bicepsy miałem spuchnięte jak Popeye. Nie wyobrażam sobie jakiej siły potrzeba by wyholować 4 sztuki o łącznej wadze 30kg uczepione jednego zestawu. Takie historie krążyły po pokładzie Admirała. Od razu przed oczami stanął mi promocyjny film Daiwy z holem 157kg halibuta złapanego w czasie testów wędek interlinie. Może za rok… 
Złowione ryby są patroszone przez załogę. Filetowanie to koszt 1zł za sztukę. W sumie niedrogo biorąc pod uwagę że filetowanie nie jest moją najmocniejsza stroną. Ostry nóż i fachowe ręce filetują 2-3 ryby na minutę. Robi to na mnie wrażenie. Obserwując filetowanie poznałem ciekawy przepis na zapiekankę z dorsza i sposób na robienie kotletów w rybich łbów. Lubię takie ciekawostki i lokalne przepisy.
Podsumowując, drugiego dnia udało mi się wyholować 15 wymiarowych ryb i kilka maluszków. Raz straciłem pilker w trakcie holu. Dwa splątania unieruchomiły mnie na kilkanaście minut. Zakładając, że to pierwszy raz kiedy miałem okazję powędkować bez wiszenia za burtą, byłem zadowolony. Podobnie jak reszta wędkujących razem ze mną.
W hotelu czekał na nas posiłek i pakowanie sprzętu. Pierwsze dorsze miałem już za sobą. Pierwsze ale na pewno nie ostatnie. Nie sądziłem że to takie zaraźliwe. Odjeżdżając spod hotelu zastanawiam kiedy uda mi się wrócić nad Bałtyk.
Powrotną drogę spędzam na rozmowach z Kazem i krótkich drzemkach. Przejeżdżając koło 3 rano przez Warszawę muszę się pożegnać z pozostałą częścią ekipy. Wszyscy dojeżdżają do Grójca skąd rozjeżdżają się do domów.
Chciałem podziękować Kazowi za zabranie mnie i pomoc w przygotowaniach do wyjazdu. Bez niego dalej było by to dalej marzenie. Blankowi dziękuję za cierpliwość i dobre rady którymi mi nowicjuszowi służył razem z Kazem. Przede wszystkim dziękuję wam za namówienie mnie na wypłyniecie drugiego dnia.
Tak kończy się ta krótka, ale pełna wrażeń morska opowieść Rapy. Morał z niej taki, że Rapa wychowana na Wisłą poradzi sobie z bałtyckim dorszem. Musi tylko na siłownię pochodzić troszkę …
Wyprawę opisał Rafał Rapa Bednarkiewicz.
Niezbędnych korekt dokonał Kaz.
Fotografował Kaz, Blanek, Rapa.