Aktualnie testujemy:

Izumi Shad Alive

Opublikowano: 2014-06-29 21:44:30
Testuje: Kamil Czermiński

Izumi Shad Alive to przynęta, która przywędrowała do nas z odległej Japonii. Te wabiki to chyba najbardziej rozpoznawalny przedstawiciel twardych swimbaitów w naszym kraju. Z uwagi na liczne zapytania zdecydowaliśmy się na testy wersji 80 oraz 105 mm.

zobacz więcej informacji o sprzęcie


 

Daiwa Tatula 100HSL

Opublikowano: 2014-06-15 18:26:23
Testuje: Rafał "Rapa" Bednarkiewicz

Drugi w ofercie firmy Daiwa multiplikator z systemem TWS. Odrobinę inne rozwiązanie niż w T3 jednak założenia są te same. Umiarkowana cena i doskonały design przykuwają oko każdego pasjonata castingu.

zobacz więcej informacji o sprzęcie


 

Lovec-Rapy Crucian 9 cm/42 g

Opublikowano: 2013-12-26 17:50:57
Testuje: Kamil Czermiński

Crucian to jerkbait polecany przez producenta głównie do połowu szczupaków i sumów na głębszych łowiskach. Skupiona masa tego woblera pozwala na wykonywanie bardzo odległych rzutów. Wkrótce postaram się opisać dokładniej wszystkie wady i zalety tej przynęty.

zobacz więcej informacji o sprzęcie


 


Zobacz więcej zapowiedzi!

Team Rapa poleca:

Żyłka Mikado Energy Dino

» Data publikacji: 2010-07-17, przeczytano 3469 razy
» Autor: Piotr "Wozik77" Woźniak » Ocena recenzji: 4.5/5 (głosów: 4)

Kiedy otrzymałem od Rafała do testowania żyłkę, w mojej głowie pojawiło się pytanie – jak podejść do tematu, przecież żyłka to „tylko” żyłka. Co tu można testować, co zawrzeć w przyszłym opisie....?

Zacząłem troszkę inaczej patrzeć na szpulę i mysleć o każdym z etapów, jakim poddawałem żyłeczkę.

Parametry podane przez producenta były jak zwykle standardowe - średnica 0,16 mm, długośc linki na szpuli 150 m i wytrzymałość 3,7 kg, jednakże w jakimś stopniu sugerowały od razu jej przeznaczenie. Uzupełniająco dodam, że na rynek wypuszczono opakowania dwu-szpulowe, przez co mamy 300m linki w jednym kawałku. Jeśli ktoś potrzebowałby taki dystans (?) ma taką możliwość, bez konieczności dowiązywania kolejnej szpuli.

1

Jako, że nie dopatrzyłem się na opakowaniu wyraźnego wskazania użyteczności żyłki, postanowiłem zastosować ją do lekkiego połowu białej ryby jak i do delikatnego spiningu.

Miejsce testu: mazurskie jezioro

Metody połowu: lekki spławik, lekki spinning

Przedmiot testu : Żyłka Mikado Dino Energy, średnica 0,16 mm

2

Na pierwszy rzut oceniającego oka poszedł kolor linki. Jest ona jasno zielona, co dość dobrze komponowało się odcieniem wody, na jakiej łowiłem. Żyłkę mogłem uznać za w miarę „niewidoczną”. Po odkręceniu pierwszego metra ze szpuli, nastąpiła kontrola „pod palcami”. Tu także żadnych zagięć czy przerysowań nie było, ale tego oczywiście należało spodziewać się po zupełnie nowym produkcie.

Żyłkę nawinąłem na kołowrotki, jednakże końcowa jej częśc (kilkanaście metrów) nosiła ślady pamięci nawinięcia jej na szpulce.

3

Linka nie była idalnie prosta, a wręcz odwzorowywała każdy zwój. Mogło to sugerować jej dłuższe „leżakowanie” w magazynie. Miałem dwie opcje – albo odciąć ten fargment albo przewinąć całość. Poradziłem sobie z tym problemem przewijając ją dwukrotnie – zależało mi na prostym (nie zrolowanym) tym odcinku żyłki, na który będę poławiał. Mała niedogodność, ale to nie wina samego produktu tylko zapewne czasu oczekiwania na moment, kiedy wpadnie w ręce wędkarza.

Przyszła kolej na jej najważniejszą cechę – wytrzymałość. Węzeł, jaki zastosowałem nie poddał się przy kontrolnym poszarpywaniu. To moment, w którym niemała część szesnastek pękała. Pewnie, że nie możemy mówić o idealnie takiej samej w tych wszystkich przypadkach sile szarpnięcia, jednak moje odczucie było jedno – dość mocna, spełniająca wstępnie warunki, w jakich miałem zamiar ją użyć

Pora na „poligon doświadczalny”.

Żyłka spisywała się ogólnie bez zastrzeżeń podczas spławikowania. Fakt nie była zbytnio obciążana holowanymi zdobyczami, ale za to była dość pamiętliwa, jeśli chodzi o zagięcia po rozplątaniu mini supełków lub większych skręceń. Efektem tego ( raz czy dwa) była konieczność odcięcia końcowego fragmentu żyłki i przewiązania zestawu. Przy tej okazji sprawdziłem przekrój żyłki, który nie nosił śladów żadnych rozwarstwień.

Jak wspomniałem, podczas spławikowania żyłka nie przeszła poważniejszego testu obciążeniowego, jednakże to miało się zmienić już niebawem.

Tym razem był to zestaw spinnigowy. Ogólne wrażenie było nienajlepsze, a to za sprawą tego, iż żyłka wykazywała tendencję do zbytniej rozciągliwości. Biorę pod uwagę fakt, że na co dzień spinninguję plecionką to każda żyłka będzie dla mnie rozciągliwa, jednakże wydaje mi się, iż o ile element ten nie przeszkadzał mi w spławikowaniu na krótkim odcinku żyłki, to już wykonanie zacięcia na dużej odległości mocno to zacięcie opóźniało i „zmiękczało”.

Rozmyślając na tymi aspektami posłałem niewielkie okoniowe kopytko pod trzciny. Kilka sekund później zluzowanie żyłki zasygnalizowało osiągnięcie dna. Podciągnąłem szczytówkę by wprawić kopytko w ruch i w tym momencie poczułem tępe przytrzymanie. W pierwszej chwili myślałem, że wabik utknął w dywanie moczarki, jednakże chwilę później ostro wygięty koniec wklejanki odpowiedział mi kilkoma energicznymi przygięciami. A więc jednak ryba! Od razu wiedziałem, że nie mam do czynienia z byle kim. Ryba przymurowała do dna i przemieszczając się nieznacznie wyciągała raz na jakiś czas kilka metrów linki. Dobrze wyregulowany hamulec oddawał dystans, po czym kołowrotek z powrotem nawijał oddane chwilę wcześniej metry.

- Niezła sztuka – pomyślałem pospiesznie, jednakże spodziewając się szczupaka zacząłem się martwić, jak drapieżnik może być zapięty i czy nowa szesnastka wytrzyma te przeciągania.

Ryba nadal nie dawała za wygraną i krążyła tuż przy dnie. W pewnej chwili energiczniej skierowała się w kierunku trzcin. Nie mogłem na to pozwolić i siłowo przytrzymałem ją na otwartej wodzie. Okaz znów przymurował przy dnie, nie dając się od niego oderwać. Trochę mnie to zastanowiło, bo od kilkunastu już sekund zaczynałem rozmyślać czy to aby na pewno jest szczupak…? Walczył nieco inaczej niż znane mi dotąd hole. Odjazdów w zasadzie nie było, a ryba kręciła się na przestrzeni kilku metrów kwadratowych. Z każdą chwilą odrzucałem myśl, że to zębacz, a moją głowę przepełniała ciekawość co jest na końcu wędki. Może to sumek, przecież podobno są w tym jeziorze…

W końcu udało się podciągnąć rybę w stronę otwartej toni i pomału szykowałem się do jej podebrania. Żyłka wynurzała się metr po metrze, a ja kierowałem ją nad nastawiony podbierak. W końcu ujrzałem kłęby moczarki. A więc jednak pewnie szczupak – może nawet i nie taki duży jak sądziłem, tylko zabrał ze sobą tyle zielska i stąd ten nieprzeciętny opór. Znów powróciła obawa o to jak ryba jest zapięta. W momencie, kiedy o tym myślałem moim oczom ukazał się biały podłużny kształt.

- To węgorz!!!!

Ryba wijącym się ruchem bez większego problemu uszła znad siatki i po raz kolejny szukała szansy w ucieczce. Bez obawy o obcinkę nie pozwoliłem jej tym razem już na wiele i chwilę później znów miałem okaz nad podbierakiem. Zanurzyłem go teraz zdecydowanie głębiej, a rybę podciągnąłem pod powierzchnię. W momencie, kiedy była nad siatką odpuściłem troszkę to przeciąganie, a ryba wraz z zielskiem opadła do podbieraka.

W końcu ją miałem!

Ręce drżały mi z emocji. Takiego finału zupełnie się nie spodziewałem. Spojrzałem na podbierak. Ostrożnie wybrałem moczarkę i ujrzałem swojego przeciwnika w pełnej krasie. A więc piękny węgorz!!! W jego pysku tkwiło kopytko, według wszelakich prawideł zapięte za górną szczękę ryby. Niesamowite!!!.

Nastąpiła sesja fotograficzna, a miarka pokazała 81cm. Tym samym ustanowiłem swój osobisty rekord tego gatunku.

4

Po tych wszystkich emocjach mogę powiedzieć, iż Mikado DINO Energy zdała celująco egzamin na wytrzymałość. Pewnie, że węgorz był wagowo daleki od nominalnej wytrzymałości linki, jednakże przeciąganie go razem z kłębami moczarki myślę, że obnarzyłoby jej słabości.

Żyłkę ogólnie poleciłbym raczej „niedzielnym” wędkarzom poławiającym drobny białoryb, którzy jednak nie mieliby się czego obawiać, gdyby na kiju siadła im nieco większa sztuka.

 

 

 

 

Ocena recenzji: 4.5/5 (głosów: 4)

Oceń recenzję:

Testował: Piotr "Wozik77" Woźniak

No właśnie nie tylko do Mrągowa bo nasz Wozik oprócz mazurskich jezior upodobał sobie naszą Wkrę. Mimo iż najlepiej posługuje się spinningiem to od czasu do czasu daje popalić linom. Autor wspaniałej prezentacji Shrap-Drakers 2009.