Opublikowano: 2012-05-13 18:32:16
Testuje: Paweł "Garbus" Kołodziejczyk
Lunker City to amerykańska firma, specjalizująca się w produkcji przynęt miękkich. Jedną z najpopularniejszych jest Shaker w rozmiarze 3,25 cala.
Opublikowano: 2012-05-13 16:37:09
Testuje: Paweł Popławski
Cormoran Cesano to super smukłe bolonki z włókna węglowego o szybkiej akcji i ciężarze wyrzutu do 30g.
Opublikowano: 2012-05-04 22:34:44
Testuje: Paweł "Garbus" Kołodziejczyk
Nowe kołowrotki Chronos XD, które jedynie z nazwy przypominają pierwszą serię Chronos, stworzyliśmy we współpracy z japońskimi inżynierami, by jeszcze raz wprawić w zachwyt wszystkich fanów tej serii.
» Data publikacji: 2010-12-05, przeczytano 1264 razy
» Autor: Paweł Popławski
» Ocena recenzji: 4.75/5 (głosów: 4)
Stosowanie przyponów odpornych na szczupacze zęby to temat stary jak świat. Kiedyś, kiedy zestawy spinningowe stosowano raczej toporne, przypon metalowy był naturalnym dodatkiem. Obecnie, w dobie „lekkiego spinningu” stosowanie przyponów nie jest już tak oczywiste, niestety. Często słyszy się opinie, że założenie przyponu ogranicza nam ilość brań takich ryb jak jazie, klenie, bolenie czy sandacze. Na szczęście obecnie na rynku mamy wiele rodzajów przyponów, już nie tylko metalowe, ale i kewlarowe, tytanowe, fluorokarbonowe, wolframowe itp…..
Niechęć wielu wędkarzy do używania przyponów wynika z dwóch powodów. Przypon jest bardziej widoczny w wodzie od żyłki, również przypon, przez swoją sztywność, może spowodować pogorszenie pracy przynęty.
Ja jestem gorącym zwolennikiem stosowania takich przyponów. Być może mi jest łatwiej, wszak najczęściej wędkuję na Wiśle, gdzie woda jest, delikatnie mówiąc, niekoniecznie przejrzysta. Ale również dlatego, że jestem przekonany, że wiślanemu boleniowi czy sandaczowi przypon zwyczajnie nie przeszkadza. Pewnie przy kleniach czy jaziach rzecz ma się nieco gorzej.
Natomiast uważam, że w wodach, czy na konkretnych odcinkach, gdzie jest sporo szczupaków, stosowanie przyponu odpornego na zęby tego drapieżcy powinno być obowiązkiem każdego wędkarza! Bo o ile strata odgryzionej przynęty to jest indywidualny problem wędkarza, to już pozostawienie tej przynęty (szczególnie woblera z dwoma kotwicami) w paszczy drapieżnika nie powinno mieć miejsca!
Osobiście jestem zwolennikiem wolframów. Tańsze od tytanów, cieńsze od fluorokarbonu, delikatniejsze od metalu.
Dlatego też postanowiłem przetestować i podzielić się uwagami na temat używanych przeze mnie od pewnego czasu przyponów firmy Robinson - Wolfram Leaders Super Strong.

Postaram się opisać kilka charakterystycznych cech tych przyponów.
• Przypony wolframowe Robinson produkowane są w wielu długościach (od 15 do 45 cm).
Daje nam to spore pole manewru. Najczęściej spinningiści stosują przypony niezbyt długie, takie do 25 cm.
Ja natomiast lubię te najdłuższe. Dlaczego?
Po pierwsze - mam dzięki temu pewność (prawie 100%), że drapieżnik wciągając przynętę bardzo głęboko, nie przetnie linki głównej.
Po drugie - wydaje mi się, że przy dłuższym przyponie odległość krętlika od agrafki jest na tyle duża, że jest on mniej widoczny dla ryby, co ma szczególnie duże znaczenie przy najmocniejszych przyponach, tam krętlik jest już dość duży.
Po trzecie – mam przekonanie, że przy długim przyponie przynęta pracuje naturalniej, „przegub” w postaci krętlika ma minimalny wpływ na pracę przynęty (szczególnie ważne przy woblerze).
Po czwarte w końcu – gdy mi się trafi niekorzystny zaczep z przyponu wolframowego może się zrobić sprężynka. Ale często robi się ona tylko na kawałku wolframu. Mając 45-cio centymetrowy przypon można zużyty kawałek odciąć i zwyczajnie w świecie przywiązać ponownie do krętlika czy agrafki. I powstaje nam w ten sposób krótszy przypon, ale jeszcze można go spokojnie używać. A przy krótszych wersjach przyponu taka czynność jest niemożliwa! W przypadku przyponu Robinsona taki manewr można przeprowadzić za pomocą zwykłego, przepraszam za wyrażenie, „babskiego” węzła. Trzyma prawie jak nowy!!!
• Przypony wolframowe Robinson produkowane są w kilku wariantach wytrzymałościowych (od 3 do 15 kg).
Tak szeroki zakres wytrzymałości daje możliwości doczepienia odpowiedniego przyponu do konkretnego zestawu spinningowego, z którym wybraliśmy się nad wodę. Ja osobiście staram się dobierać wytrzymałość przyponu nieco poniżej wytrzymałości linki głównej. Ale pamiętajmy, że nowy przypon o np. wytrzymałości 10 kg może być mocniejszy niż nieco przechodzona plecionka o wytrzymałości 12 kg. To trzeba brać pod uwagę, bo szkoda by było urwać przynętę, przypon i jeszcze kilka, kilkanaście metrów linki. Z dwojga złego wybieram stratę jedynie przynęty i przyponu, a jeśli chodzi o wybieranie plecionki z kołowrotka – wolę, żeby robiła to duża ryba, a nie złośliwy zaczep!
• Robinson produkuje następujące kombinacje wytrzymałości do długości:
wytrzymałość 3 kg – długości 15 i 25 cm,
wytrzymałość 6 kg – długości 15, 25 i 35 cm,
wytrzymałość 9 kg – długości 15, 25 i 35 cm,
wytrzymałość 12 kg – długości 25, 35 i 45 cm,
wytrzymałość 15 kg - długości 25, 35 i 45 cm.

Wydaje się, że taki zakres jest wystarczający do zastosowania w większości naszych zestawów spinningowych. Z zamierzchłych czasów mam jeszcze przyponik dwu i pół kilogramowy, ale już chyba nie jest produkowany, bo dawno takiego nie widziałem.
Ja najczęściej korzystam z takich oto wariantów:
- 3 kg, 25 cm na okonie do lekkich główek i obrotówek, do zestawu żyłkowego,
- 6 kg, 25 cm na okonie i szczupaki, do zestawu z cienką plecionką,
- 9 kg, 35 cm do średniego spinningu wiślanego, nocnego sandaczowania, no i generalnie nad Narwią jako najbardziej uniwersalny,
- 12 kg, 35 i 45 cm do grubszego czesania Wisły, ale tam, gdzie nie ma większych zaczepów.
- 15 kg, 45 cm, do wiślanego sumowania (w moim wypadku lajtowego), zaczepowych wiślanych rynien, no i ostatnio trollingu.

12-to i 15-to kilogramowe, w przypadku zaczepu, wymagają już nawinięcia plecionki na kawałek drewienka albo dobrze ubrane przedramię, rwać kołowrotkiem i kijem – toż to szkoda sprzętu. Grubszych przyponów nie potrzebuję, po prostu najmocniejsza moja plecionka ma niewiele ponad 15 kilogramów wytrzymałości……
• Sam wolfram
Wytrzymałość zależna od rodzaju przyponu, zdecydowanie zgodna z opisem. Nie jest nadzwyczaj miękki, ale średnica jest przyzwoicie niewielka. Nie odkształca się, ani nie niszczy na zaczepach twardych, doświadczyłem tego podczas trollingowania, które nie wymusza licznych rzutów. Z jednym 15-to kilowym przyponem uwiązanym do zestawu udało mi się prawie cały dzień spędzić, straciłem go dopiero pod koniec wędkowania, wraz z najłowniejszym tego dnia woblerem. Kilka solidnych, karczowych zaczepów, kilka wyholowanych szczupaków, a przypon dał radę śpiewająco! Tym łatwiej, że po wejściu w zaczep w trollingu, najczęściej robi się nawrót i odczepia przynętę z drugiej strony. A propos trollingu, do tej metody swobodnie można użyć wolframu, który nam się zdeformował podczas spinningowania, wszak przynętę zarzucamy dość rzadko, a ciągnięty za łódka wobler daje wystarczający opór, aby swobodnie skręcony przypon wyprostować.

Natomiast całkiem inaczej sprawa ta się ma podczas zwykłego spinningowania. Tutaj spora ilość rzutów plus kilkakrotny brak precyzji (np. opaskowe kamienie, zwisające nad wodą drzewa czy krzaki) raczej spowodują widoczne odkształcenia naszego wolframowego Robinsonka.
W takim przypadku odkładam sobie taki przypon i stosuje go do cięższych przynęt (spiralka tak bardzo nie przeszkadza jak w przypadku lekkich), skracam nieco długość przyponu lub zostawiam do trollingu (o tym nadmieniałem powyżej).
Najgorzej wolfram ten wygląda po zaczepie, który spowoduje bezpośrednie przeciągnięcie przyponu po przeszkodzie. Niestety, w takim przypadku robi się spiralka jak malowana, 100 na 100 przypadków! Zresztą, po co przeciągać przez zaczep, wystarczy przeciągnąć między paznokciami.

To można bez wątpienia zaliczyć do największych wad tego robinsonowskiego produktu. No, ale pamiętać należy, iż większość wolframów dostępnych na rynku, a zachowujących przyzwoitą cenę, ma podobną charakterystykę w tym temacie.
• Krętlik – typ walcowy.
Nie mam większych uwag. Spełnia swoje zadanie, dobrze dobrany wytrzymałością do wolframu, aczkolwiek w mocniejszych wersjach wielkość tego drobiazgu określiłbym, jako bardzo „godną”, żeby zwyczajnie nie powiedzieć, że duży jest!

• Agrafka – typu duo lock.
Agrafka, w moim odczuciu, jest newralgicznym punktem każdego zestawu. Ale nie ma się, co martwić, wytrzymałość i kształt agrafki w przypadku Robinsona są bardzo w porządku, agrafka jest wykonana oczywiście z jednego kawałka drutu.

W omawianym Robinsonie wartość agrafki rośnie wraz ze zwiększaniem się wytrzymałości wolframu. Bo czym mocniejszy przypon, tym oczywiście powinna być mocniejsza agrafka, żeby całość zachowała odpowiednie proporcje. Niestety, te cieńsze robinsonowskie agrafki mają wadę. Zbyt łatwo się odkształcają. I jest to kłopotliwe przy częstej zmianie przynęty. Po kilku wymianach agrafka nie daje się zapiąć, trzeba szczypcami ją naciągać. Przy wolframach do 3 i 6 kg jest to odczuwalna niedogodność, natomiast w mocniejszych wersjach agrafka jest wykonana z grubszego drutu, który nie sprawia już tych kłopotów (nie odkształca się). Inna sprawa, że w przyponie 15-to kilogramowym agrafka, podobnie jak i krętlik, jest już duża i raczej pasuje tylko do większych przynęt. Ale z drugiej strony – czy można krytykować w solidnym zestawie solidne rozwiązania?
Ciekawostką, i chyba niekonsekwencją, jest fakt, że w przyponie o wytrzymałości 12 kg. agrafka jest większa niż w tym o wytrzymałości 15 kg., co dla mnie jest niezrozumiałe.

Dodam jeszcze, że za najprzyjemniejszą i najwygodniejszą w użyciu uważam agrafkę podczepioną do 9-cio kilogramowego przyponu. Już się nie odkształca jak w przypadku słabszych wolframów, a jest jeszcze przyjemnie nieduża w porównaniu z mocniejszymi egzemplarzami. Dlatego ten właśnie wolfram jest moim ulubionym zakończeniem linki podczas nocnego poszukiwania wiślanych sandaczy. Nie potrzeba latarki do zmiany przynęty, wymiana odbywa się „na czuja”, pozwala na to „łatwa obsługiwalność” agrafki……….

• Podsumowanie
Ogólnie przypony Robinson Wolfram Leaders Super Strong oceniam dość pozytywnie. Jest to niezły produkt. Moim zdaniem posiada wady podobnych produktów dostępnych na rynku (np. skręcanie), ale za to zdecydowanie nadrabia wytrzymałością, trwałością i detalami. W konfrontacji z rybą nie zawiodłem się ani razu. W moim odczuciu przypony o 9, 12 i 15-to kilogramowej wytrzymałości są solidne, wytrzymałe zgodnie z opisem, aczkolwiek największy kaliber jest już nieco toporny. Lżejsze, 3 i 6-cio kilogramowe mają tę jedną wadę, o której wspomniałem wcześniej, czyli odkształcającą się podczas wielokrotnego otwierania, agrafkę.
Przypony Robinsona pakowane są po dwie sztuki w paczce, czyli standardowo, wolfram zwinięty starannie, nie ma problemów z rozczepieniem pojedynczego przyponiku.

Natomiast przyczepić się muszę do jednej rzeczy, całkowicie niezwiązanej z wartością użytkową omawianego akcesoria. Opakowania pękają na zgrzewaniu, kilka razy zdarzyło mi się znaleźć w plecaku oddzielnie przypony, oddzielnie opakowanie… Mała rzecz, ale warta naprawy na przyszłość.
Paczuszka kosztuje (zależnie od wytrzymałości i długości) od trzech do czterech złotych. I przy całkiem przyzwoitej jakości – jest to cena zdecydowanie dobra, adekwatna do rzeczywistej wartości. Ba, cena wręcz zachęca do zakupu, szczególnie w porównaniu do niektórych firm, które za podobną jakość żądają dwa razy więcej pieniążków, a bazują na przyzwyczajeniach i wyimaginowanej często jakości.
A komu bym polecał zakup przyponów Robinson Wolfram Leaders Super Strong?
Z całym przekonaniem trollingowcom (porządna wytrzymałość), spinningującym nocą (wygodna agrafka), no i spinningującym w twardych zaczepach (moc oraz przyzwoita cena).

Jeżeli ktoś po tych kilku moich słowach skorzysta z przyponów Robinsona – będę zadowolony. Jeżeli skorzysta z innych - to też dobrze!
Bo najważniejsze – gdzie tylko można – używajmy przyponów odpornych na szczupacze ząbki! One często nie szkodzą, a zawsze to pewność, że drapieżnik nie odpłynie z przynętą w pysku. My zyskamy (wyholowaną rybę) i zatrzymamy (drogocenną przynętę), a i ryba niepotrzebnie nie straci (życia!) !!!
Słynny rower wędkarski i sznurowa drabinka prowadząca na łowisko to wszystko pomysły Pawła. W Teamie stawia dopiero pierwsze kroki i od samego początku ma najwięcej pytań. Pawła cechuje niezwykła pomysłowość i poczucie humoru, które mam nadzieję i wam się udzieli.