Opublikowano: 2012-05-13 18:32:16
Testuje: Paweł "Garbus" Kołodziejczyk
Lunker City to amerykańska firma, specjalizująca się w produkcji przynęt miękkich. Jedną z najpopularniejszych jest Shaker w rozmiarze 3,25 cala.
Opublikowano: 2012-05-13 16:37:09
Testuje: Paweł Popławski
Cormoran Cesano to super smukłe bolonki z włókna węglowego o szybkiej akcji i ciężarze wyrzutu do 30g.
Opublikowano: 2012-05-04 22:34:44
Testuje: Paweł "Garbus" Kołodziejczyk
Nowe kołowrotki Chronos XD, które jedynie z nazwy przypominają pierwszą serię Chronos, stworzyliśmy we współpracy z japońskimi inżynierami, by jeszcze raz wprawić w zachwyt wszystkich fanów tej serii.
» Data publikacji: 2011-07-22, przeczytano 2610 razy
» Autor: Piotr "Wozik77" Woźniak
» Ocena recenzji: 3.29/5 (głosów: 17)
„Średniak” – pomyślałem, gdy po raz pierwszy wyjąłem go z pudełka, jednak z każdą minutą coraz bardziej przypadał mi do gustu. Na początku jego wygląd – skromny, nie rzucający się przesadnie w oczy srebrzysty korpus i korbka, złoty stylizowany kabłąk, srebrzysto - złota nakrętka hamulca oraz gumowo – plastykowa rączka. Do tego wszystkiego czarna aluminiowa szpula, która dodawała całości naprawdę bardzo fajnego wyglądu. Ten kołowrotek naprawdę mi się spodobał.


Model VIPER FD 835 iT to największy przedstawiciel tej serii (820, 830, 835). Największy to nie znaczy wielki. Ja osobiście uplasowałbym go w kategorii średnich rozmiarów. Kołowrotek wyposażony jest w 7 łożysk kulkowych oraz łożyskowaną rolkę prowadzącą. Jedno z łożysk to łożysko walcowe, umożliwiające natychmiastową blokadę biegu wstecznego. Korpus kołowrotka jest wykonany z lekkiego grafitowego korpusu.
Korbka kołowrotka składana i o dziwo w taki sposób, iż zawsze bez problemu kołowrotek mieścił mi się w oryginalnym pudełku (zawsze mam z tym problem). Oś szpuli wykonana ze stali nierdzewnej.
Na uwagę zasługuje bez wątpienia dość szeroka rolka prowadząca linkę, która od razu stwarza wrażenie bezproblemowego nawijania.
Przedmiotowy model ma przełożenie 1:5.0 i wg danych producenta mieści 220m żyłki o przekroju 0,25mm (160m – 0,30mm; 120m – 0,35mm).
No i niespodzianka – Dragon Viper posiada nie jedną, a dwie zapasowe szpule kołowrotka !!!. Obie czarne, grafitowe z pewnością zaspokoją potrzeby wymiany linek u każdego wędkarza.

Wróćmy jednak do szpuli kołowrotka. Producent umieścił na opakowaniu informację, iż jest to szpula typu „long cast”, jednakże w moim odczuciu nie jest to takie oczywiste. Szpula aluminiowa jak i te zapasowe grafitowe, jest dość równej, prostej budowy i do tego dość płaska. 
Fakt ten od razu umiejscowił ten kołowrotek w moim wędkarskim asortymencie – „ zapoznasz się z „matchówką” – rzekłem do niego, i czekałem na mazurski wyjazd.
Miejsce testu: Mazurskie jezioro
Sprzęt dodatkowy: Wędka Mikado Match TAURUS 390 C.W up to 25g, żyłka 0,22mm,
Przedmiot testu: Kołowrotek Dragon VIPER FD 835 iT
Pierwszy test kołowrotek przeszedł pomyślnie. Było nim oczywiście nawinięcie żyłki. Kabłąk Vipera ułożył linkę równomiernie, a to że 0,22mm nie osiągnęła idealnie krawędzi było zdecydowanie tylko i wyłącznie moim niedopatrzeniem przy nawijaniu podkładu.
Pierwszy chrzest Viper przeszedł podczas relaksowego łowienia żywczyków z pomostu. Powiem szczerze, że jeszcze w domu – kręcąc nim „na sucho” nieufnie patrzyłem na rączkę kołowrotka. Będąca sobie ot takim gumowo – plastykowym półksiężycem z początku dziwnie leżała mi palcach. Kiedy jednak w warunkach bojowych kręciłem nim dużo częściej, o rączce zupełnie zapomniałem, co jest bezspornym dowodem na to, że jest wygodna i miła w dotyku.

Mechanizm skręcania Vipera pracował bez zarzutu, a kabłąk przeskakiwał cicho i miękko. Wszystko to powodowało, iż bardzo komfortowo nałowiłem płotek, które w kolejnym dniu miały pomóc mojemu współtowarzyszowi wyprawy skusić do brania rekordowego zębacza.
Ja tym czasem już myślałem o linowej zasiadce. Kilka dni nęcenia były wystarczającym magnesem, aby nie dawać mi spokoju. Kwadrans po 18.00, gdy mazurskie słonko pomału zmierzało na zachód, ja wpłynąłem do jeziornej zatoki. Smakołyki przygotowane dla ryb ponownie powędrowały do wody, a ja w spokoju i bez pośpiechu zabrałem się za montowanie zestawów.
Wieczór był cichy, ciepły i bezwietrzny. Idealna aura na zasiadkę. Odpadły wszelkie problemy ze zwiewaniem zestawów, co ewidentnie przełożyło się na spokojne oczekiwanie na brania. Dzień wcześniej leszcze testowały zgrabnego Vipera, jednak tylko jego mechanizm skręcający miał okazję się wykazać. 

Jedno potężne branie, jakie miałem, oraz hol, który zakończył się urwaniem haczyka były jednak na drugiej wędce innym kołowrotku. Czas Vipera miał dopiero nadejść.
W końcu bąblowanie w łowisku. Co i raz to tu, to tam, na gładkiej powierzchni wody widać ich zwartą masę. W półmroku wytężam wzrok, kiedy to jeden ze spławików zaczyna się podtapiać, jednak to jeszcze nie czas. W braniu mojego bohatera, dla którego tu przypłynąłem, nie wiem dlaczego, ale już tak jest, że dokładnie na 100% wiesz, że to jest ten moment zacięcia. Znów zabawa trwa kilka chwil i kiedy myślę, że „Profesor” tylko posmakował przynęty, spławik majestatycznie w połowie zatopiony, odjeżdża powolnie w prawo. Świst kija i rozpoczyna się walka. Tu nie ma miejsca na błędy, dlatego liczę, że wzmocniona wersja węzła z dnia wczorajszego jest wystarczająca. To samo myślę o żyłce, ale o rozmiar 0,22 tym razem się troszkę niepokoję. Powód jest prosty. Takiego oporu białej ryby na kiju nie miałem chyba nigdy. Ryba idzie dołem wzniecając wokoło bańki powietrza unoszące się do góry z roślinności na dnie. Na szczęście jedną ręką udaje mi się sięgnąć drugi zestaw i przesunąć go nieskładnie, ale jednak mocno w prawo. Oczyszcza to mi teren walki. Teren w moim rozumieniu, bo przeciwnik nic sobie z tego nie robi i pływa tam, gdzie On chce. Zaczynam obawiać się o finał tej zabawy i luzuję jeszcze bardziej hamulec. Przy próbnym ustawianiu go na brzegu, hamulec cechował się dość precyzyjną nakrętką, z dużą ilością punktów docisku. Złudnie jednak wydawało mi się, że jest ustawiony poprawnie. Pierwsze zrywy ryby zobrazowały mi problem, poprzez przesadne wyginanie szczytówki wędki w kierunku „pod łódź”, przy biernej reakcji hamulca. Jak wspomniałem skorygowałem to szybko, popuszczając go o kilka ząbków i usłyszałem w końcu jego dźwięk. Hamulec po małym falstarcie (obiektywnie rzecz ujmując i moim błędzie w ustawieniu), teraz pracował bez zarzutu. Oddawał rybie metry żyłki wtedy, kiedy, powinien, stawiając przy tym opór, który z każdą chwilą męczył to coś, co postanowiło posmakować kukurydzy. Po dobrych dwóch minutach w końcu moim oczom ukazuje się lin. Nogi mam jak z waty, bo wiem, że to mój rekord !!!
Na zanurzony wcześniej podbierak podprowadzam rybę, jednak tak nie zamierza kapitulować. Kolejny odjazd w toń zatoki jest jednak jej zgubą. Tak niefortunnie robi młynek, ze okręca się żyłką wokół tułowia. To troszkę krepuje jej ruchy i znacząco ułatwia mi kolejną próbę podebrania. W końcu mogę się cieszyć zdobyczą !!!
Dopiero w podbieraku, na dnie łódki widzę jak jest duży. Drżącymi rękoma przykładam miarkę. Równiutko 50cm ! Cieszę się ogromnie. Ryba zmęczona walką ( brawo dla hamulca) leży na mokrym podbieraku, a ja podziwiam jej aksamitną, oliwkowo-zielono-złotą barwę. 
Szybka sesja foto i Pan Lin wędruje z powrotem do wody. Po takich emocjach i harmidrze dalsze łowienie w dniu dzisiejszym odpuszczam. Spływam z jeziora niezmiernie szczęśliwy.
Kolejne dwa dni przynoszą mi nieco mniejszych przedstawicieli rodu TINCA TINCA, ale wyniki między 38-42cm cieszą niezgorzej, bo jeszcze do wczoraj oscylowałby wokół poprzedniego rekordu. 

Liny kilkukrotnie sprawdzają jeszcze Vipera, ale ten broni się swoim wykonaniem i mechanicznym sercem na przysłowiową piątkę.

Muszę przyznać, że Dragon Viper FD 835 iT spełnił pokładane w nim nadzieje. Nie miałem z nim żadnych problemów. Moje wędkowanie czynił komfortowym, udowadniając, że potrafi podołać także zadaniom poważniejszym niż tylko wakacyjne wędkowanie z pomostu. Myślę, że wszyscy Ci, którzy wybiorą go ze sklepowej półki będą zadowoleni. Kwota, jaką należy za niego zapłacić ( przyznam, że niewygórowana) jest bezsprzecznie tego warta!
Z wędkarskim pozdrowieniem
Wozik77
No właśnie nie tylko do Mrągowa bo nasz Wozik oprócz mazurskich jezior upodobał sobie naszą Wkrę. Mimo iż najlepiej posługuje się spinningiem to od czasu do czasu daje popalić linom. Autor wspaniałej prezentacji Shrap-Drakers 2009.