Opublikowano: 2012-05-13 18:32:16
Testuje: Paweł "Garbus" Kołodziejczyk
Lunker City to amerykańska firma, specjalizująca się w produkcji przynęt miękkich. Jedną z najpopularniejszych jest Shaker w rozmiarze 3,25 cala.
Opublikowano: 2012-05-13 16:37:09
Testuje: Paweł Popławski
Cormoran Cesano to super smukłe bolonki z włókna węglowego o szybkiej akcji i ciężarze wyrzutu do 30g.
Opublikowano: 2012-05-04 22:34:44
Testuje: Paweł "Garbus" Kołodziejczyk
Nowe kołowrotki Chronos XD, które jedynie z nazwy przypominają pierwszą serię Chronos, stworzyliśmy we współpracy z japońskimi inżynierami, by jeszcze raz wprawić w zachwyt wszystkich fanów tej serii.
» Data publikacji: 2010-10-07, przeczytano 3438 razy
» Autor: Piotr "Wozik77" Woźniak
» Ocena recenzji: 3.22/5 (głosów: 9)
Z początkiem kalendarzowego lata wpadł w moje ręce Cormoran Black Master 8PiF – 2000. Pomyślałem, iż nadchodzący lipiec nie będzie zbyt przychylnym do testowania okresem. Od dwóch tygodni przysłowiowy żar lał się z nieba, a jak się później okazało pogoda taka utrzymywała się jeszcze przez kolejny miesiąc. Szansę na wędkowanie w mojej rzeczce dawał mi jednak wyższy niż zazwyczaj o tej porze roku poziom wody.
Już w pierwszy weekend lipca zjawiłem się nad wodą. Oczywiście w grę wchodził tylko wczesny świt, gdyż później aura stawała się nie do zniesienia. Uznałem, że na jedną z wędek zamontuję przedmiot testu czyli owego Black Master-a 8PiF – 2000.

Kołowrotek ten to jeden z mniejszych modeli tej serii. Posiada 7 stalowych łożysk kulkowych i dużą rolkę prowadzącą z systemem antyskręceniowym. Cechuje się przełożeniem 5.2:1. Producent wyposażył zestaw w dwie aluminiowe szpule, a dla wygody w transporcie kołowrotek ma składaną rączkę.
Miejsce testu: rzeka Wkra
Stan wody: średni ( w górnych granicach)
Uciąg wody: średni
Sprzęt dodatkowy: Wędka Mikado Lexus Sapphire Spin 260 Up to 13g, żyłka Mikado DINO Energy 0,16 ; przynęty spinningowe ( małe kopytka, twisterki, obrotówki 00-1)
Przedmiot testu:. Cormoran Black Master 8PiF - 2000.
Bladym świtem wyjąłem kołowrotek z pudełka. Piękny, czarny, lśniący nowością korpus od razu bardzo mi się spodobał. Dokręciłem korbkę, zakręciłem kilka razy na sucho. No no, bez zarzutu. Kołowrotek z racji swojej wielkości przeznaczyłem do okoniowej witki. Zamierzałem poszukać dziś pasiaków w zastoiskach przy brzegowych burtach.
Pierwszy zgrzyt nastąpił już kilka chwil później.

Dość wysoka stopka Cormorana z trudem mieściła się w uchwycie kołowrotka mojej wędki. Weszła dość płytko i miałem wrażenie, że nakrętka niezbyt pewnie trzyma kołowrotek. Co prawda nie można wymagać od wszystkich producentów pełnej unifikacji tej części zestawu, dlatego jestem pewien, iż z wędką Cormorana kołowrotek zgrałby się bez zarzutu. Ciekawe natomiast były trzy otwory umiejscowione w ramieniu kołowrotka. Nie wiem czy dobrze odczytuję, iż to w celu zmniejszenia ciężaru całości, ale jeśli tak to fakt – kołowrotek jest w miarę lekki. To samo rozwiązanie zastosowano na obu aluminiowych szpulach.


Przyszła pora na nawinięcie żyłki. Zawiązałem jej koniec na aluminiowej szpuli i rozpocząłem zwijanie. Od razu poczułem pod palcem trzymającym korbkę niemiły w dotyku uchwyt. Zrobiony był z jakiegoś rodzaju pianki, a w dodatku jego gruszkowaty kształt bardzo źle leżał w palcach. Myślałem, że to tylko pierwsze złe wrażenie, ale gdzie tam !!! Makabra była w momencie, kiedy na dobre rozpocząłem zwijanie. Kształt uchwytu nie był w ogóle dopasowany do tego by swobodnie trzymać korbkę. Przy kolistym ruchu wypadała wręcz ona z uścisku palców. Nie był to już mankament, jakim wcześniej mogłem określić stopkę kołowrotka. To była niestety wręcz dyskwalifikacja.


Serce Cormorana, czyli mechanizm napędzający działał bez zarzutu i dzielnie starał się nadrabiać to, co w dotychczasowym wrażeniu zepsuły stopka i uchwyt korbki. Nie było czuć żadnych luzów czy tarć. Złotawa rolka kabłąka też ślizgała żyłkę układając ją na szpuli. Kręciłem rozmyślając nad tym wszystkim, a żyłki przybywało na kołowrotku. Gdy już nawijałem jej ostatnie metry oczom moim ukazał się kolejny defekt.


Było nim nierównomierne rozprowadzenie linki na szpuli. Najbardziej żyłką została obciążona dolna jej część. Środek zanotował wyraźny jej niedobór, a góra znów zebrała jej nadmiar. Nie wyglądało to wszystko zbyt pięknie. W drodze nad rzekę zastanawiałem się jak takie ułożenie może mieć wpływ na wyciąganie żyłki i czy różne kąty spadania linki ze szpuli mogą tu zagrać znacząco negatywnie, skracając tym samym dystans rzutu.
Wkra przywitała mnie średnim stanem wody. Było cicho i spokojnie.

Miałem przed sobą kilka godzin penetrowania jej toni, z czego byłem bardzo zadowolony. Postanowiłem każde miejsce obrzucać najpierw małymi przynętami w poszukiwaniu okoni, kleni i jazi, a następnie cięższym zestawem poszukać gdzieś głębiej zębaczy.
Tak też zrobiłem. Konsekwentnie miejsce po miejscu realizowałem to, co sobie narzuciłem. Niestety w warunkach bojowych uchwyt korbki jeszcze bardziej dawał się we znaki. Było to tak uciążliwe i denerwujące, że nie pozwalało mi się skupić na pracy przynęty. Naprawdę sam kołowrotek pracował ładnie, ale ta korbka odbierała całą radość z wędkowania tym lekkim zestawem.




W końcu dotarłem do pięknego spowolnienia tuż poniżej mnie. Niezbyt szybki w tym miejscu nurt odbijał dodatkowo nieco w kierunku środka rzeki, tworząc po prawej niewielkiego wsteczniaka. Obrzucałem go żółto czerwonym małym kopytkiem, ale bez rezultatu. Kiedy miałem wykonać ostatni rzut pod drugim brzegiem coś się chlapnęło. Posłałem tam wabik lecz w miejscu gdzie spodziewałem się brania takowe nie nastąpiło. Gdzieś w górze usłyszałem odgłosy żurawi. Przerwałem skręcanie wypatrując ptaków. Leciały dokładnie nad moją głową. Gdy wróciłem myślami do posłanej przynęty ta spłynęła gdzieś na środek rzeki. Poderwałem ją z dna i od razu poczułem branie. Było to wyraźne przytrzymanie, które skwitowałem energicznym zacięciem. Tam po drugiej stronie zestawu coś odpowiedziało mi dwoma targnięciami na boki. Wiedziałem już, że mam coś ciekawego. Ryba poszła pod prąd, po czym dała mi się poznać, że jest już troszkę większa niż złowione w tym dniu niewymiarki.
Cieszyła mnie ta walka, a na delikatnym kiju i w prądzie była naprawdę emocjonująca. Hamulec pracował jak należy. Odpuszczał, kiedy powinien nie powodując przy tym szarpnięć. Odjazdy rybki przy jego udziale były naprawdę płynne. Niestety z radości potyczki ze szczupakiem co chwilę wyrywała mnie ta nieszczęsna rączka korbki. Naprawdę musiałem się mocno koncentrować by nie wypadła mi z palców.
W końcu po kilkunastu sekundach podprowadziłem szczupaka pod nogi. W promieniach słońca i przejrzystej wodzie wyglądał bardzo dostojnie. Jeszcze dwa popisowe chlapnięcia i miałem go w dłoni. Szybka sesja foto i rybka odpływa do swojej czatowni.

Kołowrotek zabrałem nad wodę ze sobą jeszcze tydzień później, ale dość szybko przestało mnie bawić użeranie się z tą rączką.
Podsumowując. Cormoran Black Master 8PiF – 2000 jest naprawdę bardzo estetycznie wykonanym kołowrotkiem o bezbłędnie pracującym mechanizmie i hamulcu. Myślę, że gdyby producent zmienił uchwyt rączki i dopracował skok szpuli względem kabłąka, tak żeby żyłka nawijała się równo, wówczas byłby to produkt godny polecenia tym, którzy potrzebują niewielkiego „kręciołka”. W obecnej chwili nie ma sensu złościć się na te elementy, bo w oferowanej cenie znajdziemy z pewnością coś mniej uciążliwego.

No właśnie nie tylko do Mrągowa bo nasz Wozik oprócz mazurskich jezior upodobał sobie naszą Wkrę. Mimo iż najlepiej posługuje się spinningiem to od czasu do czasu daje popalić linom. Autor wspaniałej prezentacji Shrap-Drakers 2009.