Opublikowano: 2012-05-13 18:32:16
Testuje: Paweł "Garbus" Kołodziejczyk
Lunker City to amerykańska firma, specjalizująca się w produkcji przynęt miękkich. Jedną z najpopularniejszych jest Shaker w rozmiarze 3,25 cala.
Opublikowano: 2012-05-13 16:37:09
Testuje: Paweł Popławski
Cormoran Cesano to super smukłe bolonki z włókna węglowego o szybkiej akcji i ciężarze wyrzutu do 30g.
Opublikowano: 2012-05-04 22:34:44
Testuje: Paweł "Garbus" Kołodziejczyk
Nowe kołowrotki Chronos XD, które jedynie z nazwy przypominają pierwszą serię Chronos, stworzyliśmy we współpracy z japońskimi inżynierami, by jeszcze raz wprawić w zachwyt wszystkich fanów tej serii.
» Data publikacji: 2012-02-07, przeczytano 2870 razy
» Autor: Paweł Popławski
» Ocena recenzji: 4.27/5 (głosów: 41)
Fakt otrzymania do testów nowości firmy Daiwa na rok 2012, kołowrotka Caldia 3500 spowodował, że postanowiłem zamiast zaprezentować standardową recenzję - dokonam porównania tegoż produktu z używaną przeze mnie od dwóch lat Caldią 3500X.
Stąd też i formuła tej recenzji będzie inna niż zwykle. Najpierw opiszę walory techniczne i użytkowe kołowrotka Caldi 3500X, następnie to samo zrobię z nową odsłoną Caldii, a na koniec postaram się wykazać różnice i podobieństwa między nimi oraz moją subiektywną ocenę ich użytkowania…

Ale zacznijmy… od początku
Kołowrotek Caldia zawsze kojarzył mi się z solidnością, więc kwestią czasu było, że sprawię sobie go kiedyś do wielkorzecznego spinningu. Lecz bezpośrednim zapalnikiem zakupu był fakt, że szkoda mi się zrobiło recenzowanej ponad rok temu przeze mnie Team Daiwy 3012D, która zwyczajnie potrzebowała wsparcia w postaci nieco cięższego, wiślanego oręża. Więc na początku sezonu 2010 skorzystałem z niezłej cenowo oferty i stałem się w końcu szczęśliwym posiadaczem kołowrotka Daiwa Caldia 3500X.

Na początku zaprezentuję krótką charakterystykę techniczną jaką znaleźć można na stronach firmy Daiwa…
Dane techniczne kołowrotka Daiwa Caldia 3500X:
• Koncepcja REAL FOUR
• 5 łożysk kulkowych (w tym 1 CRBB)
• Bezpoślizgowa blokada obrotów wstecznych INFINITE
• Twist Buster 2
• Nawój Cross Wrap
• Ciche tryby
• Konstrukcja WASHABLE
• Pokryte tytanową powłoką rolki prowadzące Twist Buster
• Kuta aluminiowa szpula do super dalekich rzutów z rantem powlekanym TiN
• Aluminiowa szpula zapasowa
• Kabłąk Airbail
• Korbka aluminiowa frezowana CNC
• Mechanizm Digigear
• Bardzo trwała sprężyna kabłąka Longlife
• Masa: 385g;
• Przełożenie: 4,7:1;
• Pojemność szpuli: 0,32mm/155m;
• Ilość łożysk: 5 (1 CRBB);
• Made in Japan

Po wyjęciu Caldii 3500X z pudełka ukazuje się nam kołowrotek o klasycznych kształtach. Stonowany, lekko oliwkowy kolor, delikatnie uzupełniony wykończeniami w kolorze wiśniowym. Waga 385 gram, w miarę standardowa jak na solidny kołowrotek, jest odczuwalna. Czas spędzony nad wodą pokaże, czy cięższy kołowrotek to lepsze materiały użyte do jego wykonania…

Górny hamulec, czyli rozwiązanie, które lubię sprawia dobre wrażenie. Bardzo drobny skok daje nadzieję na dużą precyzję. Szeroka szpula, mieszcząca 155 metrów linki o grubości 0,32 wydaje się wystarczającym magazynem na większość rzecznych drapieżników.
W przypadku tego modelu nie będę wdawał się w teoretyczne rozważania na temat technicznych rozwiązań, bardziej postawię na praktyczne przeżycia znad wody…

A przeżył ten kołowrotek w ciągu prawie dwóch sezonów wiele. Był ze mną nad Wisłą, Narwią, Bugiem czy Zalewem Zegrzyńskim, był nawet nad Drwęcą. Dostał w kość kilka razy w trollingu. Zaliczone hole sumowe, szczupakowe, sandaczowe, boleniowe powodowały coraz większe moje zaufanie do tej maszynki … Podpinany był pod kije w górnym zakresie rzutowym od 35 do 60 gram, czyli do przyzwoitych kijów wielkorzecznych. A że wszystkie te wędziska były długie i miały minimum 300 cm – spora waga kręciołka była bardziej atutem niż wadą, długie kije lubią ciężkie kołowrotki, lepsze wyważenie to jednak ulga dla ręki i kręgosłupa, szczególnie podczas całodniowej jesiennej orki…

Przynęty jakie były obsługiwane przez ten kołowrotek to wszelkie możliwe wiślane wabiki. Woblery do 12 cm., obrotówki do nr 5, gumy wielkości nawet 6 cali z główkami do 30 gram…

Co mnie ujęło w opisywanym kołowrotku szczególnie?
Na pewno bardzo dobra, pewna praca, tak naprawdę całkowicie nieodczuwalna. Jak chodził lekko, tak do tej pory chodzi. Nigdy nie odczułem, żeby miał jakiekolwiek braki mocy. Minimalne luzy, których nabył w tym czasie, są zapewne wypadkową intensywnej eksploatacji oraz mojej słabej dbałością o sprzęt. Ale w zimie tego roku dostanie ode mnie wsparcie w postaci profesjonalnego przesmarowania.

Hamulec również jest pozytywem. Działa świetnie. Zamiast opisu – posłużę się cytatem ze swojej własnej opowieści zamieszczonej jakiś czas temu na zaprzyjaźnionym portalu Shrap-Drakers.pl (http://shrap-drakers.pl/artykul/wislana-przygoda-2010/):
„Kolejny raz rzucam na kant przykosy, wobler ledwie upadł na wodę, zaczął pracować i… słońce znajdujące się już sporo poniżej widnokręgu, ostatnim swoim promykiem tego dnia pozwoliło zobaczyć wir na wodzie. Widzę atak i jednocześnie czuję piękne targnięcie na kiju!!! Szybkie zacięcie, aczkolwiek nie wiem czy potrzebne, i … siedzi! Chwilka bezruchu, kij wygięty w łuk, i zaraz powolny ruch w prawo, w kierunku warkocza. Jakżesz przyjemna to chwila, radość z zacięcia sporej ryby, ale i niepewność co do wielkości zdobyczy. Jak ja kocham takie chwile! Jak ja kochałem w tej chwili tę Rybę! Co prawda raczej nie wygląda to na lokomotywę, która odpłynie w siną dal, ale…
Po chwili sum (od razu jakoś przyszło mi do głowy, że to sum właśnie jest –wszak polowałem na wąsatego) znalazł się w dołku za główką. Chwile postał i… obrał kierunek z powrotem na przykoskę. Bardzo mi to pasowało, zawężało teren działania, minimalizowało szansę wejścia w zaczep.I znowu odbił w kierunku końca główki. Wiedziałem już, że nie jest to raczej okaz, byłem w stanie go kontrolować.
Jednak holowałem delikatnie, więc z 10 minut potrwało zanim zachlapał przy kamieniach. Niestety, cały piasek zajęty był przez ponton, więc musiałem użyć podbieraka przy kamieniach. Kilka razy jeszcze odbił po parę metrów na pięknie grającym kołowrotku, za trzecim czy czwartym podejściem umieściłem rybkę w podbieraku. Tak, teraz byłem już pewny, to Pan Sumek”.
Hamulec sprawował się bez zarzutu!

A czy mogę powiedzieć coś złego o tym kołowrotku?
Właściwie tylko to, że o ile żyłkę nawija nienagannie, to plecionka potrafi na nim wyglądać już nie tak imponująco. W każdym razie nawijana plecionka w warunkach domowych wygląda o wiele lepiej niż nawijana podczas holu ryby. Ale nie ma to istotnego wpływu na moją ocenę wartości kołowrotka.

Dla mnie kołowrotek Daiwa Caldia 3500X jest najlepszym narzędziem jakim miałem przyjemność wędkować. A raczej był.
Bo kolejny kołowrotek okazał się równie świetny, a nawet… świetniejszy…?

Dane techniczne kołowrotka Daiwa Caldia 3500 z roku 2012 :
• Koncepcja REAL FOUR
• Konstrukcja Washable
• 6 łożysk kulkowych
• Obudowa Zaion
• Uszczelnienie MAG Seal
• Rotor AIR
• Frezowana CNC aluminiowa korbka
• Silent Oscillation
• Frezowana przekładnia DigiGear-II
• Gyro Spin
• Blokada obrotów wstecznych Infinite
• Kabłąk AirBall
• Rolka prowadząca Twist Buster II
• Szpula zapasowa
• Przełożenie 4,9:1
• Pojemność szpuli: 0,30mm/220m;
• Ilość łożysk: 6
• Waga 350g

W odróżnieniu od opisu Caldii 3500X z pierwszej części tej recenzji - nową Caldię, jako całkowitą nowość, postaram się opisać bardziej szczegółowo, zwłaszcza techniczne rozwiązania, które tu zastosowano
Caldia 3500 od pierwszego spojrzenia potrafi zafascynować. Wygląda bardzo nowocześnie, na mnie zrobiła wielkie wrażenie! Kolor można opisać jako srebrny matowy, lecz w zależności od otoczenia są to różne odcienie srebra. Dodajmy do tego bardzo nietypową, nowatorską obudowę. Wziąłem w rękę - lekka, 350 gram to nieźle jak na wielkość 3500. Nie ukrywam, że w zdumienie wprawiła mnie wielka rączka, do niej jeszcze wrócę w dalszej części. Po kilku obrotach dało się odczuć świetną, pełną pracę, bez żadnych luzów.

Zanim przejdę do wrażeń znad wody - MUSZĘ wręcz zatrzymać się na kilku rozwiązaniach technologicznych, które firma Daiwa zafundowała nam w nowej wersji Caldii. Bo tak naprawdę zastosowano tu kilka wręcz rewolucyjnych rozwiązań (przynajmniej dla mnie), które albo są nowością, albo zarezerwowane były do tej pory dla kołowrotków z najwyższej półki…
Naturalnie, jako, że są to nowości, w pewnym stopniu będę posiłkował się informacjami technicznymi „zdobytymi ze źródeł zbliżonych do producenta…”
Wizualnie największe wrażenie robi całkowicie innowacyjnie wykonany rotor, nazwany przez Daiwę Air Rotor. To, że wygląda kosmicznie wręcz to fakt niezaprzeczalny, ale oczywiście spełnia również praktyczne zadanie. Przede wszystkim przejmuje on sporą część obciążeń przechodzących przez rolkę prowadzącą, a także, dzięki obniżeniu środka ciężkości – redukuje drgania, a co za tym idzie odczuwamy dużo mniejsze „bicie”.

Drugą łatwo wpadającą w oko rzeczą jest materiał z jakiego wykonano obudowę kołowrotka. Zaion – bo tak nazwano ten materiał – wykonany jest na bazie włókien węglowych. Ma on za zadanie sprostać największym przeciążeniom, zapewnić długą żywotność. Zaion ma też jeszcze jedną zaletę, bardzo istotną dla użytkowników – wędkarzy. Otóż jest on niezwykle lekki.

Czy te zauważone od razu dwie rzeczy (Air Rotor i Zaion) przekładają się w praktyce na polepszenie wartości użytkowych?
Otóż, moim zdaniem, tak!
Biorąc Caldię do ręki odniosłem wrażenie, mogę to nazwać, sztywności całej konstrukcji. Całość jest bardzo zwarta. A nowatorski rotor rzeczywiście powoduje, że bicie jest naprawdę nie odczuwalne. Natomiast jeśli chodzi o wagę to dzięki zastosowanemu materiałowi kołowrotek jest lżejszy, aczkolwiek nie jest to aż tak bardzo odczuwalne jak można by się było spodziewać.
Trzecią innowacją w nowej Caldii jest zastosowanie magnetycznego oleju, takiej płynnej izolacji, uszczelnienia, które zapobiega przedostawaniu się do wnętrza wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń w najdrobniejszej nawet postaci, a zwłaszcza wody. Technologia ta zwie się MAG Seal.

I tak naprawdę od niej powinienem zacząć opisywanie nowinek technologicznych recenzowanego kołowrotka. Bo to ma największy wpływ na nienaganną pracę całego mechanizmu. No i oczywiście na żywotność kołowrotka, wszak niedostępność wody całkowicie wyeliminuje (w założeniu) rdzewienie.
Opisanie działania tej technologii nie jest łatwe, ale postaram się streścić o co w tym chodzi, konsekwentnie posiłkując się katalogiem Daiwy. Myślę, że akurat w tym przypadku warto zagłębić się w tajniki technologiczne, bo tego typu nowatorskie rozwiązania będą nam – wędkarzom, towarzyszyły zapewne coraz częściej w przyszłości.

Technologia MAG Seal bazuje na nowym specjalnym oleju magnetycznym. Dodany do tego oleju tlenek żelaza, odpowiedzialny za działanie magnetyczne, ma niesamowicie małą średnicę (1/100000 mm). Molekuły w takim metalo-oleju poddane działaniu pola magnetycznego zmieniają się tworząc płynne uszczelnienie. Uszczelnienie to nie wytwarza niemal tarcia, perfekcyjnie izoluje, zapobiegając przedostawaniu się do wnętrza mechanizmu nawet najmniejszych drobinek kurzu. Dużym wyzwaniem było stworzenie kołowrotka dopasowanego i optymalnie wykorzystującego koncepcje opisanego oleju magnetycznego. Stworzenie takiej magnetycznej bariery nie tylko zapobiega przedostawaniu się wody do ramy kołowrotka, ale także znacznie polepsza płynność mechanizmu i czułość kołowrotka.
Warto zwrócić uwagę, że system MAG Sealed jest stosowany również w modelu Certate, a więc w kołowrotku o najwyższym zaawansowaniu technologicznym.
Opisywany kołowrotek ma jeszcze kilka bardzo ciekawych rozwiązań technologicznych, Ale te trzy (MAG Sealed, AirRotor i Zaion) wydały mi się najciekawsze. O innych wspomnę oczywiście przy okazji opisywania użytkowych cech kołowrotka…

No właśnie, a jak nad wodą spisywała się Caldia 3500 ?
Czas jaki miałem na testowanie tego kołowrotka, czyli cała jesień i początek zimy był wystarczający, aby sprawdzić czy te usprawnienia technologiczne mają wpływ na skuteczność wędkowania, czy mają wpływ na poprawę komfortu łowienia.

Koniec roku to nad Wisłą trudny czas dla wędkarza, wszak jesienne szarugi czy wieczorne przymrozki potrafią zweryfikować pracę każdego kołowrotka. A jak dodamy do tego wyprawę nad Drwęcę i intensywny hol troci (lub łososia, bo ryba się nie pokazała nawet) czuję się upoważniony do napisania kilku „słów prawdy”.

Największą radością, szczęściem wędkarza „nominowanego” do testowania sprzętu jest znalezienie w nim jakiejś usterki, niedoskonałości, wady, a najlepiej kilku. W przypadku testowania opisywanej Caldii pozostałem testerem smutnym, nieszczęśliwym. Nie znalazłem NIC, do czego mógłbym się specjalnie przyczepić. Praca nienaganna, zero luzów na początku, śladowe po zakończeniu testu. Hamulec perfekcyjny! Nawijanie zarówno żyłki, jak i plecionki precyzyjne. Wygląd taki, że zazdrośćcie okoliczni wędkarze!

Nie ukrywam, że na początku, jak tylko zobaczyłem kołowrotek - miałem swojego faworyta do skrytykowania. Ogromna „gała” na rączce wydała mi się tak monstrualnych rozmiarów, że przywiodła na myśl morskie kołowrotki. Jednak… już pierwsze zakręcenie rozwiało moje wątpliwości. To rozwiązanie okazało się nad wyraz ergonomiczne. Po prostu – ten temat przestał dla mnie istnieć. Palce kręcące kołowrotkiem nie obsuwają się, nie pocą… Moim zdaniem takie rozwiązanie wizualnie jest nieco ryzykowne, ale praktycznie jest trafione w dziesiątkę!!!

Natomiast bez wątpienia jednej rzeczy w testowanej Caldii nie sprawdziłem. Wytrzymałości w czasie. Kilka miesięcy kręcenia nie pozwala mi jednoznacznie stwierdzić, że kołowrotek wytrzyma wiele lat bez zmęczenia materiału.
Ale intuicja podpowiada – da radę!

Dodatkowym parametrem, który przemawia za tak pozytywną oceną szans na przyszłość jest fakt, że ten egzemplarz Caldii, zanim trafił w moje ręce, spędził trochę czasu w objazdach, wystawiany był na pokazach i prezentacjach. Więc brać pod uwagę musimy fakt, że przeszedł ten kołowrotek przez ręce wielu wędkarzy, którzy z ciekawości sprawdzali jego walory. Na pewno wielu z nich brało sobie za punkt honoru wyrwanie rączki, ukręcenie szpuli na twardo skręconym hamulcu czy zgniecenie rotora. Wiadomo przecież jak to jest, gdy ma się w ręku nie swój kołowrotek… Więc i ta Caldia przeszła swoje w tym temacie!

A na koniec recenzji zapraszam jeszcze do ostatniego punktu tego.
Porównanie kołowrotków Daiwa Caldia 3500 X z Caldią 3500 roku 2012…
I od razu napiszę: zasadniczo porównanie takie nie ma racji bytu…

Teoretycznie wydawać by się mogło, że kolejna odsłona dobrego produktu winna być ulepszoną nieco wersją poprzednika. Można by zakładać, że kilka detali zostanie udoskonalone, może dodana jakaś nowinka. Firma Daiwa ogromnie zaryzykowała i praktycznie pod starą nazwą dała nam całkowicie nowy kołowrotek. Ryzyko opłaciło się w 100-tu procentach!
Opisując oddzielnie oba kołowrotki praktycznie już wykazałem ogromne różnice technologiczne, różnice w konstrukcji i wyglądzie. Więc teraz skupię się na detalach, które można porównać, nawet jeżeli… różnią się od siebie. W tej części mniej będzie słów, bardziej zobrazuję to fotografiami.

A więc po kolei…
Wielkość i waga. Patrząc pod kątem gabarytu na oba kołowrotki - widzimy, że są bardzo podobne. Podobny obrys korpusu, szerokość i wysokość szpuli też porównywalna. Z wagą jest już inaczej. Nowa odsłona Caldii jest lżejsza aż o 35 gram (385 do 350).



Pojemność szpuli i nawijanie linki. Podobne, aczkolwiek znowu nieco na korzyść Caldii roku 2012. Minimalnie większe przełożenie (4,9:1 do 4,7:1) powoduje szybszą możliwość prowadzenia przynęty. Czyli boleniarzom może się bardziej podobać.

Przy okazji warto zwrócić uwagę, że oba modele zaopatrzone są w kabłąk AirBall, który jest w środku pusty przez co jest bardzo lekki i wytrzymały. Dodatkowo taki kształt ramienia ma zapobiegać plątaniu się linki. I zapobiega.

Rączka, składanie i uchwyt. O uchwycie, a raczej jego wielkości nowej Caldii już pisałem wcześniej. I mimo, że wielka „gała” wygląda na zbyt dużą – miło się nią kręci. Tak samo jak i mniejszą, ze starszego modelu.

Natomiast składanie rączki jest w obu kołowrotkach całkowicie inne. Najlepiej odda to fotka.

I powiem szczerze, nowe rozwiązanie, czyli całkowite odkręcanie rączki, budzi we mnie mieszane uczucie. Bo z jednej strony precyzyjne nakręcenie korby na gwint (dodam, że trzeba zakręcić 900 stopni czyli zaledwie 2,5 obrotu) to bardzo sztywne połączenie, ale z drugiej strony niestety fizyczne odłączenie rączki od korpusu może „ułatwić” zgubienie tego jakże ważnego elementu…

Znalazłem też wielki plus dla modelu starszego. W Caldii 3500X wyraźnie mam na stopce napisane: „Made In Japan”. Natomiast w nowym kołowrotku firma Daiwa pokazuje co prawda swoje nowe, bardzo nowoczesne logo, ale nie informuje mnie o miejscu produkcji kołowrotka…

Z rzeczy „niewidzialnych” powiem jeszcze jedna ważną rzecz. Oba kołowrotki zbudowane są według konstrukcji Washable. Oznacza to ni mniej ni więcej, iż można je myć pod bieżącą wodą bez obawy o funkcjonowanie mechanizmu…
W całej recenzji nie wspomniałem o cenie kołowrotków, a to ważna
przecież informacja. Caldię 3500X można kupić w granicach 600-700
złotych, natomiast cena nowej Caldii to wydatek znacznie wyższy, bo aż
1100 złotych. Moim zdaniem sporo, ale to jest cena, którą musimy
zapłacić za te wszystkie nowinki techniczne.

A na koniec nieco humorystycznie. Oba kołowrotki łączy jeszcze jedna cecha. Dwa razy w życiu byłem na trociach. Raz z Caldią 3500X, a raz z Caldią 3500. W obu tych przypadkach miałem kontakt z łososiowym drapieżnikiem i w obu przypadkach obiekt pożądania zszedł z kija. Ale to już wina wędkarza, nie kołowrotka…


Zdaję sobie sprawę, że niniejsza recenzja jest bardzo jednostronna i wydźwięk ma tylko pozytywny. Moje liczne zachwyty nad opisywanymi Caldiami są uzasadnione oczywiście przede wszystkim jakością tych kołowrotków, ale jest jeszcze jedno wytłumaczenie. Otóż ten tekst jest pisany przez wędkarza, który do tej pory posługiwał się raczej kołowrotkami z, powiedzmy to uczciwie, maksymalnie średniej półki. Zakup Caldii 3500X był pierwszym krokiem w półkę odrobinę wyższą. Krokiem bardzo pozytywnym! A testowanie najnowszego modelu pchnęło mnie jeszcze dalej!
I jeśli chodzi o mnie - to już zacząłem zbierać pieniążki na swoją własną, osobistą Caldię, tym razem model z rocznika 2012!!!
Paweł Popławski
Słynny rower wędkarski i sznurowa drabinka prowadząca na łowisko to wszystko pomysły Pawła. W Teamie stawia dopiero pierwsze kroki i od samego początku ma najwięcej pytań. Pawła cechuje niezwykła pomysłowość i poczucie humoru, które mam nadzieję i wam się udzieli.